Włochy i Sycylia – wycieczka szlakiem pomarańczy

Ostatnio zacząłem korzystać z usług biura Qtravel z Gdańska. Dlaczego? Bo Pan Grzegorz zawsze coś ciekawego podpowie.

Jesienią postanowiliśmy wybrać się z Almaturem (po raz pierwszy) do Bułgarii i Turcji. Mała ekipa znajomych – w trzy osoby zarezerwowaliśmy wycieczkę, ale niestety Almatrur zawiódł nas i odwołał wyjazd. Szkoda, bo bardzo chciałem się tam wybrać, to już resztki Bałkanów, których jeszcze nie widziałem. Trudno, ich strata, a ja i tak jeszcze kiedyś tam pojadę.

Ale stanąłem przed dylematem, co dalej?

I jak zawsze p. Grzegorz zasypał mnie ofertami, a w związku z tym, że trochę już się znamy, oferty były dostosowane w większości do moich potrzeb i gustu. Trochę niestety z powodu zmiany terminu urlopu miałem trudności z dostosowaniem wyjazdu. Aż tu nagle w pracy szef stwierdził, że pod koniec września mogę wziąć urlop, nawet dwa tygodnie. Co teraz…szybko telefon do Qtravel i wybieramy. Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie wycieczka z Rainbow Tours „szlakiem pomarańczy” i mimo że p. Grzegorz już prawie stał w drzwiach biura (wyjeżdżał na swój urlop) rzutem na taśmę załatwił jeszcze wszystko do końca. I w ten sposób wyjechałem do Włoch.

Byłem już w tym kraju, ale generalnie w okolicy laguny weneckiej, spędzałem tam czas pływając barką turystyczną, albo jeżdżąc pociągiem lub autem do Padwy i Werony. Teraz miałem zwiedzić ją aż po Sycylię.

Wyruszamy więc w drogę, pierwsza na trasie Wenecja, znam ją dość dobrze i nawet okolice nie są mi obce, jedyna nowa atrakcja to rejs gondolą. Uważam, że mocno przereklamowana i droga. Następny na trasie Mediolan i tu pierwsze drobne rozczarowanie… Stolica mody – u nas w Polsce kobiety chodzą piękniej i modniej ubrane, a sama miejscowość – widziałem ładniejsze i pewnie jeszcze zobaczę na tej wycieczce.

Następna na liście Lukka, ładne małe i warte zobaczenia miasto Giacomo Pucciniego, a tuż po niej Piza ze swoja słynną krzywą wieżą. Warto zobaczyć, tak samo jak następną na trasie Florencję. To co tam jest do zobaczenia robi wrażenie, od ilości słynnych zabytków aż się w głowie kręci. Potem czas na Rzym, i Watykan, opisy chyba zbędne, bo każdy słyszał o ogromie zabytków tego miasta. Dla mnie ważnym punktem miało być Monte Cassino, ponieważ historia II wojny światowej to mój konik. Przeżycie dla wielu ogromne, a dla mnie szczególnie, bo zostałem wyróżniony możliwością złożenia kwiatów w imieniu całej grupy na grobie żołnierzy polskich poległych w tej krwawej bitwie.

Po tej uroczystości, ruszamy dalej do Caserty, ogromnego pałacu królewskiego z ogrodami, raczej mało ciekawego, a następnie do Neapolu. Stajemy na punkcie widokowym i aż dech zapiera, piękny błękit zatoki neapolitańskiej, po lewej Neapol, na wprost Wezuwiusz, po prawej wyspa Capri – cudo, ale tylko do momentu wjazdu do miasta. Ten kto powiedział „zobaczyć Neapol i umrzeć” na pewno nie miał na myśli piękna tego miasta, bo jest brzydkie i brudne. Dobrze że wizyta była krótka bo następna atrakcja to Pompeje. Dwa tysiące lat pod nogami, to robi wrażenie, to trzeba zobaczyć. Niektórzy pojechali na Wezuwiusz, a część z nas poszła zwiedzać miejscowość Pompeje, niestety oprócz ładnego kościoła nic ciekawego w nim nie ma. Po noclegu na czubku włoskiego buta i kąpieli w cieśninie messyńskiej następnego dnia płyniemy promem na Sycylię. Cel – wjazd na Etnę. Fantastyczne przeżycie, a na dodatek mieliśmy okazję być ponad chmurami, bo wierzchołek Etny był ponad nimi. Potem zjazd w dół do Taorminy, prześlicznej małej miejscowości przesyconej zabytkami i to nawet takimi sprzed ponad dwóch tysięcy lat, a wieczorem powrót na stały ląd.

I od tego momentu zaczyna się nasz powrót w górę buta włoskiego, przez Alberobello, prześliczne miasteczko Trulli, czyli śmiesznych domków. Tylko papy Smerfa nam brakowało :) . Po nim St. Giovanni Rotondo, miejsce kultu, gdzie tylko kasa się liczy, tak zresztą jak we wszystkich tego typu miejscach. A na zakończenie wycieczki San Marino, czyli najstarsza republika świata. No i oczywiście szał robienia zakupów, przynajmniej dla niektórych. Ostatni nocleg w wymarłym Rimini i do domu.

Podsumowanie

Wycieczka pełna wrażeń, miejsca do zobaczenia w większości fantastyczne, choć kilka „atrakcji” można by wykreślić z listy. Na to miejsce, albo więcej czasu w niektórych miejscach, lub może inne miasto. Niektóre hotele pozostawiały sporo do życzenia, wyjątek to nocleg w okolicy Reggio di Calabria tuż przy plaży i z pięknym widokiem na Sycylię. Najgorzej wspominamy chyba ostatnie dwa hotele, w okolicy St. Giovanni ( w trakcie remontu) choć tu była bardzo sympatyczna obsługa. W Rimini zaś obsługa była wyjątkowo niemiła, przynajmniej dla nas Polaków, w stosunków do Rosjan byli zdecydowanie milsi. No i śniadanie kontynentalne to też pomyłka, to że jest głodowe, trudno, kupiłem wędlinę i ser, ale często, i chleb był racjonowany. Obiady można wykupić lub jeść na własna rękę. Ta druga opcja pozwala zjeść to na co ma się ochotę, niestety czasu niekiedy bywało tak mało, że był dylemat, obiad czy coś jeszcze zobaczyć lub zwiedzić.

Autor: Przemysław Szyniec
http://rybak.geoblog.pl/

 

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>