Portugalskie marzenie: relacja z podróży na Półwysep Iberyjski

Wyjazd do Portugalii od dawna był jednym z moich marzeń. Portugalia leży na drugim końcu Europy, dlatego dotarcie do tego kraju nie jest proste. W poszukiwaniu ciekawej oferty  trafiłem na propozycję krakowskiej firma Skarpa. Intensywny program zwiedzania i w samej Portugalii, i po drodze – we Francji, w Hiszpanii. Jest też okazja by odwiedzić Gibraltar i postawić stopę na Czarnym Lądzie w marokańskim Tangerze. Zapraszam w trasę!

 

Ruszamy!

Koniec stycznia. Wycieczka wyrusza z Krakowa. Wczesnym rankiem wyjeżdżamy do Włoch w okolice Wenecji na nasz pierwszy nocleg. Po drodze jest okazja, by zapoznać się z pozostałymi uczestnikami wyprawy.

Kolejnego ranka startujemy w kierunku Hiszpanii, po drodze zwiedzając Monako. Trasa daleka, dlatego następny nocleg zaplanowany został w okolicy Avignonu – oba miejsca odwiedzimy raz jeszcze, wracając do kraju.

Trzeciego dnia jesteśmy już w Hiszpanii, gdzie zaliczany krótki postój w Monserrat i zwiedzanie klasztoru, a potem znów na nocleg w miasteczku Peniscola. W naszej drodze do Portugalii zobaczymy jeszcze sporo „hiszpańskich perełek”. Następnego dnia czeka nas Walencja i Grenada, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg i poranne zwiedzanie Alhambry przed wyruszeniem w kierunku La Línea de la Concepción w południowej Andaluzji.

Hiszpania i wrota Afryki

La Linea będzie naszym miejscem wypadowym na najbliższe dni. Skoro świt wsiadamy w autobus i mkniemy przez Tarifę, najbardziej na południe wysunięty przylądek Europy, skąd promem wyruszamy na Czarny Ląd. Po godzinie docieramy do Tangeru w Maroku i rozpoczynamy zwiedzanie. Niestety, spore rozczarowanie europejskością tego portowego miasta. Nawet w okolicach Tangeru orientu jest niewiele. Jedynie ludzie ubrani w burnusy i targowisko oraz natarczywi sprzedawcy uświadamiają nam, że to naprawdę Afryka. Do hotelu wracamy późnym wieczorem.

Rankiem czas wyruszyć na podbój Gibraltaru. Największe wrażenie zrobił tutaj na mnie pomnik gen. Sikorskiego i wszechobecne małpy magoty. To warto zobaczyć.

Nie zabawimy tu długo. Czas znów ruszać w drogę. Następny punkt programu to Sewilla. Piękne miasto z urokliwymi zaułkami ciekawym pałacem i wspaniałą katedrą. Jak dla mnie, po Barcelonie, Sewilla to jedno z najpiękniejszych hiszpańskich miast.

Nasz cel: Portugalia!

Nareszcie! Marzenie się spełnia i będę miał okazję poznać choć trochę ten kraj. Zaczynamy od Cabo da Roca, czyli najdalej na zachód wysuniętego punktu Europy. To niezwykłe uczucie znaleźć się w takim miejscu.

W końcu nadszedł moment, na który czekałem – Lizbona. Piękne miasto, mnóstwo ciekawych miejsc i żółte, historyczne tramwaje. Za namową koleżanki postanowiłem pojechać linią 28 na wzgórze Belem – warto było! Pojazd jedzie tak wąskimi uliczkami, że ludzie muszą wchodzić do bram, żeby tramwaj ich nie potrącił. Mało mi tego miasta, no ale program wycieczki nagli i znów jesteśmy w drodze. Nocleg na najbliższe trzy noce to Fatima.

Dla części uczestników wycieczki właśnie Fatima była miejscem docelowym, bo mieli okazję odbyć pielgrzymkę do świętego dla nich sanktuarium. Dla innych – Fatima stała się miejscem wypadowym po okolicach. I tak udało nam się zobaczyć Batalhe, Alcobaca, Tomar i Nazare. Mi najbardziej podobało się to ostatnie miasto – z częścią leżącą na urwisku, piękna plażą obmywaną ogromnymi oceanicznymi falami i kobietami ubranymi w ludowe stroje.

Po półmetku

Fatima była przełomowym momentem naszej wycieczki. Teraz już z górki. Odwiedzamy Porto, miasto znane z mostów nad rzeką Duro, starówki i najstarszej na półwyspie iberyjskim linii tramwajowej. Szkoda tylko że pogoda nie dopisała, a budynki niestety trochę zaniedbane. Następna na trasie jest Salamanka – to następne z pięknych hiszpańskich miast, ośrodek uniwersytecki z urokliwymi zaułkami – kto nie był niech jedzie.

W drodze do Madrytu stajemy na krótko w Avili, której ogromne mury i 90 wież obronnych oraz 9 bram na niespełna 3 km robią piorunujące wrażenie. Natomiast stolica Hiszpanii nie rzuca na kolana. Ładne miasto z dużą liczbą ciekawych architektonicznie budynków, brakuje tu jednak ducha. Może za mało czasu, by go poczuć, a może dało już o sobie znać lekkie zmęczenie…

Następne w kolejce Burgos z katedrą, w której pochowany jest wieszcz i bohater tego narodu Cyd. Kolejne przystanki już we Francji.  Lourdes, miejsce pielgrzymek katolików z całego świata, same miasteczko turystycznie nieciekawe. Kończymy wycieczkę wizytą w największym zamku w Carcassonne. Carcassonne to wielka i trochę posępna, średniowieczna twierdza, pełna sklepów, z tandetnym towarem pamiątkarskim. Ostatni punkt wycieczki to Avignon. Miasto znam z poprzedniej wizyty, nie miałem tylko okazji wejść na słynny z piosenki Ewy Demarczyk, most. Tym razem udało się nadrobić tą zaległość.

Naprawdę intensywna wyprawa, której program uważam za bardzo ciekawy. Wprowadził bym jednak do niego pewne korekty. Z części miejsc można by zrezygnować na korzyść gruntowniejszego zwiedzenia Lizbony, Sewilli czy Madrytu. Poza tym zdecydowanie brakowało mi systemu „Tour Guide” czyli bezprzewodowego systemu komunikacji pilota z uczestnikami wycieczki, ten system jest już standardem w wielu biurach podróży.

Autor: Przemysław Szyniec
http://rybak.geoblog.pl/

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>