Relacja z podróży: Cypr Północny w 7 dni

Cypr Północny to ciągle kraina nieodkryta. Polscy turyści zaglądają tam jednak coraz częściej i coraz chętniej. Mniej tam odwiedzających niż w południowej części wyspy, spokojniej i te piaszczyste plaże. Poza tym, my Polacy kochamy przecież wszystko, co zakazane, a Turecka Republika Cypru Północnego pozostaje nieuznawana przez państwo polskie.  Ci, którzy odwiedzili ten niewielki kraj wiedzą jednak, jak bezpieczne to miejsce, chociaż naznaczone trudną historią i ciągle dźwigające ciężar konfliktu, w którym każda strona ma swoje racje. Prezentujemy relację z tygodniowej wycieczki po Cyprze Północnym i polecamy to miejsce, jako pomysł na spędzenie letnich wakacji.

Dzień 1

Podróż do Tureckiej Republiki Cypryjskiej jest równie skomplikowana, co sytuacja tej nieuznawanej przez społeczność międzynarodową autonomii. Z Warszawy wyruszamy do Antalyi. Lot trwa około 3 godzin. Na ziemi tureckiej czekamy w samolocie około 40 minut. W tym czasie zmienia się ekipa obsługi, kapitan i numer lotu i wyruszamy w podróż do Ercan – jedynego lotniska cywilnego na terytorium Cypru Północnego. Ale kiedy odbieramy bagaże nad taśmą wyświetla się informacja: Warsaw – Antalya. A czemu nie Warsaw – Ercan? Bo przecież takiego lotu nie ma! To byłoby nielegalne.

Jak na stosunkowo niedużą odległość od Polski, podróż może wydać się dość długa. W końcu przylecieliśmy do kraju, którego nie ma. Nic tu nie może być tak po prostu.

Z podróży w pamięci zostaje przede wszystkim niesamowity, wieczorny widok z okien samolotu przelatującego nad tureckim wybrzeżem. Okolice Antalyi są jak morze świateł nad brzegiem morza. Ogromna dyskoteka: hotele, podświetlane baseny, nadmorskie promenady. Raptem, kilkadziesiąt minut lotu dalej, północne wybrzeże Cypru – pusto, dziko, tylko gdzieniegdzie oświetlone ludzkie osady rozłożone niczym pająki. Na wybrzeżu, nierównomiernie rozrzucone hotele. „To dopiero początek” – pomyślałam. „Zobaczymy, co zastaniemy za dnia”.

 

Dzień 2

Wieczorny przyjazd do nieznanego kraju ma swoje zalety. Nie widać kolorów, a tylko zarysy budynków. Przydrożne stragany stoją puste. Jest za to przyjemnie ciepło i możemy sobie wyobrażać, co czeka nas za dnia, kiedy odeśpimy podróż.

Pierwszy przystanek na Cyprze Północnym to Hotel Kaya Artemis, położony około 40 km od Famagusty. O zmroku hotel nie odkrył przed gośćmi wszystkich kart. Jest olbrzymi – to zauważamy od razu, jednak za dnia jego ogrom widać jeszcze dobitniej. Całe szczęście, że to październik i w ciągu dnia tylko około 30 stopni. Latem musi być tu niezwykle gorąco.

Hotel Kaya Artemis wybudowany został z wielkim rozmachem, na podobieństwo starożytnej świątyni bogini Artemidy. Otacza go rozległy ogród. Ogromnym atutem tego miejsca jest także piaszczysta plaża, charakterystyczna dla wschodniego wybrzeża wyspy. Miękki piasek przypomina nasze nadbałtyckie plaże, jest jednak pewna zasadnicza różnica: w październiku temperatura wody sięga tu 25 stopni!

Hotel położony jest na uboczu i przypomina ekskluzywną enklawę. To kawałek malowniczej plaży wydarty dzikiej naturze. W okolicy kilka placów budowy. Za parę lat to wybrzeże z pewnością upodobni się do tego, co zobaczyliśmy lecąc nad Antalyą.

Miejsce to z czystym sumieniem polecić można wszystkim, którzy chcą po prostu wypocząć i wygrzać się nad ciepłym, lazurowym morzem, a przy okazji zajrzeć w kilka ciekawych miejsc na wschodnim wybrzeżu Cypru.  Jako baza wypadowa do zwiedzania całego Cypru, także południowej części wyspy, zdecydowanie bardziej nadaje się północne wybrzeże.

Dzień 3

Cypr Północny to państwo w budowie. Podróżując do Famagusty widać, jak wiele musiało tu się zmienić przez ostatnie lata i ile ciągle się zmienia. Powstają nowe drogi, nowe budynki. Nad morzem wyrastają ekskluzywne, niezwykle eleganckie wille w śródziemnomorskim stylu. Ale niezagospodarowane przestrzenie ciągle pozostają ogromne. Całe pasy wybrzeża, w wielu miejscach piaszczyste, wciąż są niezagospodarowane przez sieci hotelowe.

Famagusta to przyjemne miasteczko z kilkoma ciekawymi zabytkami – cytadelą, Meczetem Lala Mustafy Paszy, dawniej katedrą św. Mikołaja, największą średniowieczną budowlą w Famaguście, niewielką starówką i dynamicznie rozwijającym się „nowym miastem”. Nie brakuje to małych sklepików, restauracji i kawiarenek. To doskonałe miejsce na wieczorny spacer, kiedy słońce już nie męczy i marzymy o tym, żeby popatrzeć na życie ulicy.

Famagusta to jednak nie „kopalnia zabytków”. Choć widać w miasteczku ślady dawnej świetności, dziś aż trudno uwierzyć, że w XIII wieku był to najbogatszy port wschodniej części Morza Śródziemnego. Legendy głoszą, że tutejsi kupcy organizowali przyjęcia, na których każdy z gości mógł wziąć sobie tyle złota i szlachetnych kamieni ile zdołał unieść, a zamiast soli używano sproszkowanych diamentów. Nie każdy też od razu skojarzy, że to właśnie w Famaguście rozgrywa się słynna tragedia Szekspira „Otello”.

Jest jeszcze jedno miejsce, które robi na turystach piorunujące wrażenie i jest doskonałym symbolem sytuacji politycznej, w jakiej znajduje się Cypr Północny –dzielnica Warosia. To wymarłe miasto, opuszczona dzielnica znajdująca się pod kontrolą wojsk ONZ. Wzdłuż pięknej, piaszczystej plaży ciągnie się kilometrami rząd opuszczonych hoteli i budynków mieszkalnych. Nie ma tam żywej duszy.  Nie dzieje się nic. To martwy punkt, taki sam jak ten, w którym od lat utykają negocjacje między władzami dwóch części wyspy.

Dzień 4

Wyruszamy na półwysep Karpaz, najdalej na wschód wysuniętą część wyspy. To „nos”, który decyduje o charakterystycznym kształcie Cypru. Na półwysep prowadzi jedna droga, doskonale utrzymana jak na tak odludne miejsce. Zadziwiające jest to jak mało po drodze mijamy ludzkich osad. Uboga infrastruktura i utrudniony dostęp do wody pitnej czynią to miejsce magicznym, odludnym zakątkiem.

Po drodze zatrzymujemy się w niewielkim miasteczku Dopkarpaz. Choć poza niewielkim, malowniczym meczetem i kościołem prawosławnym nie ma tu wiele do zobaczenie, to warto przystanąć tu co najmniej na pół godziny, napić się kawy w jednej z dwóch kafeterii (greckiej, lub tureckiej) i przyjrzeć się jak leniwie płynie życie tutejszych mieszkańców. Zostawmy tu parę groszy, turyści to ich główne źródło dochodu.

Niedaleko za Dopkarpaz przekraczamy granicę rezerwatu, na terenie którego żyją dzikie osły. Wygląda jednak na to, że dzikie są one tylko z nazwy. Zwierzęta szybko nauczyły się, że turyści przejeżdżający przez ich terytorium wiozą ze sobą rozmaite smakołyki. Osiołki bezpardonowo stają na drodze i pobierają haracz w postaci chleba, czy owoców.

Głównym punktem programu jest wizyta w prawosławnym klasztorze św. Andrzeja na Półwyspie Karpaz. Niezwykłe miejsce. Kolejny przykład „ziemi niczyjej”. Podupadający klasztor jest własnością zgromadzenia religijnego, dlatego miejscowe władze dotychczas nie finansowały remontu niszczejącego budynku. Ma się to jednak zmienić i jest szansa, że imponujący budynek, postawiony na nadmorskim klifie, u podnóża którego bije źródło ze święta wodą, odzyska dawny blask. Przed klasztorem wszechobecne osiołki.

W powrotnej drodze relaks na słynnej złotej plaży – Golden Beach. Słodkie lenistwo i pyszna rybka w pobliskiej knajpce. To się nazywa wypoczynek.

Dzień 5

Przenosiny do Kyrenii. Północna część wyspy zdecydowanie różni się od wschodniego wybrzeża. Więcej miasteczek, bogatsza infrastruktura. Za to nie ma już piaszczystych plaż. Skaliste wybrzeże utrudnia dostęp do morza.

Zatrzymujemy się w hotelu La Pethos. Hotel oddalony jest od centrum miasta, jednak wystarczy złapać miejscowy busik, tzw. dolmusz, by w 20-30 min dotrzeć do Kyrenii.

Goście mieszkają w budynku głównym lub bungalowach, wybudowanych wokół dziedzińca z niewielkim basenem. Dzieciaki docenią z pewnością tutejszy aquapark z czterema zjeżdżalniami. Jest też kolorowy brodzik dla maluszków. Podziemnym tunelem dojść można z hotelu nad morze. Nie ma tu jednak plaży, a drewniana platforma. Zejście do morza po drabince i od razu dość głęboko. To raczej propozycja dla osób umiejących pływać.

Hotel obejrzany, czas na odpoczynek. Jutro zwiedzanie Kyrenii.

Dzień 6

Kyrenia, zwana przez Turków Girne, to spore portowe miasteczko z niewielkim historycznym centrum i całym mnóstwem uliczek pełnych sklepików. Wielbiciele lokalnych zakupów, będą tu mieli w czym wybierać. W Kyrenii jest co robić. Portowe kawiarenki zachęcają do tego by zatrzymać się w nich na dłużej. Niektóre z nich urządzają specjalnie dla turystów wieczory z lokalnym jedzeniem i muzyką. Można też wybrać się na rejs wzdłuż wybrzeża.

Kyrenia jest niezwykle malownicza. Pasmo górskie o tej samej nazwie co miasto, oddziela pas wybrzeża od lądu. Z tego powodu jesienią pogoda bywa tu zmienna, a chmury gromadzące się nad górami potrafią wieczorami przynieść deszcz.

Najbardziej charakterystycznym punktem miasta jest port, w pobliżu którego mieści się większość zabytków na czele z monumentalnym zamkiem z  VII wieku, który miał chronić miasteczko przed arabskimi najazdami. Wewnątrz budynku znajduje się Muzeum Tonącego Statku, prezentujące jeden z najstarszych wydobytych wraków liczący 2300 lat.

W okolicach Kyrenii warto zobaczyć malowniczą wioskę i dwunastowieczny klasztor Bellapais, a także zatrzymać się punkcie widokowym, z którego rozciąga się piękny widok na okolicę. Znajduje się tu Zamek Świętego Hilariona, budowla, która zainspirowała Walta Disneya do stworzenia pałacu z bajki o Królewnie Śnieżce.

Dzień 7

Czas wracać do domu. Podróżując na lotnisko Ercan przybijamy się przez góry. Piękne widoki. Ten maleńki kraj okazał się dla nas niezwykle gościnny. Uraczył nas słońcem, które świeci tu niezmiennie od kwietnia do połowy października. Chociaż polskie władze nie uznają państwowości Tureckiej Republiki Cypru Północnego, to żeby tu dotrzeć wystarczył dowód osobisty!

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>