Poetycka wycieczka po Lwowie

Dziś zabieramy naszych Czytelników na poetycką wycieczkę po Lwowie. A to dzięki Pani Anuli Wawrzyniak, która wzięła udział w naszym konkursie „Mój plan na jesienny wypad”. Niezwykłe miasto jakim jest Lwów, przedstawiła nam w poetyckiej formie. Jej opowieść tak nam się spodobała, że wyróżniamy ją publikacją na naszych łamach.

 

 

Lwów
Autor: Anula Wawrzyniak

Po co Wam pobyt w Paryżu, Londynie czy Mediolanie?
Ja Wam proponuję weekend w METROPOLII ZAPOMNIANEJ,
w mieście, co dawniej jednym z serc Rzeczypospolitej było,
a dziś jakby w innym ciele, w innym świecie, bajce biło…

Tu nie trzeba nic planować, tu się wszystko samo dzieje,
a na dźwięki polskiej mowy autochton pięknie się śmieje…
Tu kilka kultur spojonych przez wieki spokojnie trwało,
tu czeka Was niespodzianek, piękna i wzruszeń niemało…

Tak, zapraszam Was do LWOWA. Nie jest to łatwa wyprawa,
ale warto tam pojechać, póki jesień jest łaskawa,
póki chłody, słoty, mrozy nie skuły miasta na amen…
Zapraszam – przekroczcie ze mną LEOPOLIS starą bramę!

Tutaj planów mieć nie trzeba, wystarczy otworzyć oczy
i przez historycznych ulic plątaninę wolno kroczyć…
Weekend na to nie wystarczy, by Lwowem nasycić duszę,
ale to dobry początek dla miłości pełnej wzruszeń.

Warto pamiętać, że teraz zamiast tłuc się kilka godzin
pociągiem lub autobusem, co zmęczenie tylko rodzi,
można lecieć samolotem i tak czas swój zaoszczędzić ,
a nadwyżkowe godziny na zwiedzaniu Lwowa spędzić!

Nie proponuję Wam jednak planu ścisłego zwiedzania,
bo sam Lwów się przed takowym traktowaniem silnie wzbrania.
Po Lwowie TRZEBA SIĘ WŁÓCZYĆ. Trzeba w nim pobłądzić nieco,
spojrzeć jak na Łyczakowie na nagrobki liście lecą…

Zwiedzić cmentarz – to podstawa, chociaż może brzmi złowieszczo,
ale tam jest przecież pięknie, gdy jesień, liście szeleszczą…
Odwiedźcie więc Konopnicką, Banacha, małe Orlęta
- tak, to miejsce zasługuje, aby je zawsze pamiętać!

Tuż obok polecam skansen – cerkwi cebulaste dachy,
drewniane, stare chałupy, stosy liści aż po pachy…
Jeśli chcecie Ukrainy liznąć nieco sprzed stuleci,
wejdźcie, wejdźcie tam koniecznie, zapomnijcie, że czas leci…

A dla tych z lepszą kondycją – spacer na Wysoki Zamek
i Kopiec Unii Lubelskiej niechaj stanowi wyzwanie!
Oprócz malowniczych ruin, do których wdrapać się trzeba,
jest tam panorama Lwowa skrytego pod kocem nieba…

Ale warto też zejść z górki i odkryć w zaułkach miasta
kawiarenki, jadłodajnie, kościół, co brzozą zarasta…
Warto na moment skupienia wstąpić w katedralne progi,
kościół ormiański odwiedzić, gdy nas tam poniosą nogi…

W tym kościele – czy katedrze raczej – gra muzyka cicha,
a zdobiące ściany freski sprawiają, że człowiek wzdycha
do wieczności, patrząc na nie. Warto zatem zboczyć z trasy
i znaleźć ten skarb ukryty, gdy człek jest na piękno łasy…

A potem hajże, na rynek! Do fontann czterech z rzeźbami,
i na ratuszową wieżę, co się wznosi nad domami…
Jak tam pięknie, jak tam gwarno, skądś tam z boku dumka płynie,
to niemłody muzyk śpiewa o swej miłej Ukrainie…

A jeszcze Prospekt Swobody, jeszcze pomnik Mickiewicza,
a hotele? A kawiarnie? Długo mogę tak wyliczać…
No i muzea – galeria sztuki, co Malczewskim słynie,
Czarny Dom przy samym rynku – nikt go chyba nie ominie…

Arsenał stary, Muzeum Religii – ciekawe zbiory,
choć się trudno do nich dostać (tak to było do tej pory…).
Zresztą, chyba nie ma sensu wymieniać – jest ich bez liku,
znajdziecie te informacje w każdym niemal przewodniku…

Ja polecam Wam natomiast spacer szlakiem kawiarnianym
- są tutaj prawdziwe cuda w naszym mieście zapomnianym…
Kafejka, w której się parzy na piasku wyborną kawę,
stare wnętrza „Pod Kupolem”, bogate w piękną zastawę…

I obiady ukraińskie – i tanie – w Puzatej Chacie,
nieopodal od Prospektu… Tam smaki Lwowa poznacie!
A jeszcze wszystkie te wnętrza jakby wzięte sprzed stulecia
- secesyjnie przystrojone – jest tu pełno tego „kwiecia”….

A wernisaże? To targi pchle, starociami wypchane,
znajdziecie tam książki piękne, pamiątki czasem sterane,
znajdziecie tchnienie przeszłości zaklęte w przedmiotach starych,
co tam można nieraz dopaść, to po prostu nie do wiary…

I w dodatku żaden język obcy nie jest Wam potrzebny,
po polsku się dogadacie, choć tam akcent inny, śpiewny…
Znajdziecie też życzliwości morze całe u tych ludzi,
choć się oni z warunkami ciężkimi muszą wciąż trudzić.

Niejeden na dźwięki polskiej mowy uśmiechnie się miło,
podejdzie, zagada o czymś, opowie, jak dawniej było,
wspomni o rodzinie w Polsce, wypyta, co tam się dzieje,
a na każde słowo Wasze serce, oko mu się śmieje…

Co jeszcze mogę powiedzieć? Polecam rajd marszrutkami
– ekstremalnie wypchanymi maleńkimi „busikami”,
co są ciut zdezelowane, ale ludzie w nich wspaniali.
Nie byliście w Leopolis, gdyście nimi nie jechali…

O noclegi też tu łatwo tanie, choć warunki średnie,
bo tam wody nieraz nie ma w porze wczesnopoobiedniej
(Lwów ma często problem wodny, bo jedyna rzeczka mała,
co przez miasto to przepływa, niemal już powysychała).

Jednak ceny nie są wielkie, można znaleźć pokój tani,
przy rodzinie lub w hotelu – zapłacicie tam hrywnami.
Nie potrzeba środków wielu, by tam przeżyć weekend jeden,
stać na to nawet człowieka, co na co dzień klepie biedę!

Cóż dodać mogę? Polecam metropolię zapomnianą
- tam przeszłości wielkiej ślady długo jeszcze pozostaną…
Można tropić je i spędzić godzin wiele na spacerach.
Kto chce oryginalny wypad, niech do Lwowa się wybiera!

A oto zdjęcia, którymi okraszony został wiersz.

Spacerem po centrum Lwowa, fot. Anula Wawrzyniak

1 of 15

 

Praca została nadesłana w ramach konkursu Mój plan na jesienny wypad

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>