Bułgaria – wakacje bez kompleksów

Jeszcze niedawno czytałem, że wylot na rodzinne wakacje w Bułgarii to swego rodzaju społeczny obciach. Jak można pojechać na urlop z dziećmi tam gdzie jest bieda, w brudnych hotelach kradną, a na ulicy napadają?! Takich opinii na internetowych forach znajdziemy wciąż wiele. Negatywne emocje budzi też łata kurortów demoludów. To właśnie do Złotych Piasków, czy powstającego 30 lat temu Słonecznego Brzegu pojechać mogli – i to tylko w pojedynkę i na zmianę – nasi rodzice czy dziadkowie. Najwyższy czas przełamać ten niesprawiedliwy przekaz. Otóż oświadczam wszystkim, że można pojechać do Bułgarii na rodzinne wakacje z dziećmi. Mało tego, nawet trzeba. Chociażby po to, aby się przekonać, że wszystkie te określenia kreują hejterzy i trolle, którzy w życiu nie widzieli skąpanego w słońcu wybrzeża Morza Czarnego. Bułgaria jest cool, a będzie jeszcze bardziej i to dosłownie za kilka chwil. W mojej ocenie to jeden z 3 głównych kierunków turystycznych na najbliższe sezony.

Wybrać się na wakacje z dziećmi nigdy nie jest zbyt łatwo. A ile jest basenów? A zjeżdżalni? A czy będzie mini klub? A mini disco? A animatorzy są z Polski? A będą frytki i lody?… Brzmi znajomo? Pogodzenie typowych, wakacyjnych zainteresowań dzieci z tym co chcieliby robić podczas urlopu rodzice bywa zwyczajnie trudne. W tym roku znasz rodzinny wybór padł na Bułgarię. Nikt z nas tam wcześniej nie był, ale jak większość naszych równolatków znaliśmy popkulturową historię i nazwy poszczególnych kurortów. Zapakowaliśmy więc walizki i całą czwórką ruszyliśmy na lotnisko. Przyjrzyjmy się zatem krajowi gdzie Europejczycy statystycznie żyją najdłużej. Sprawdźmy mentalność miejsca, w którym wymyślono cyrylicę, odkryto bakterie jogurtowe, a olejek różany włączono jako składnik zapachowy do wszystkiego, nawet do płynu do mycia naczyń. A coś dla facetów? Proszę bardzo. Męskim ambasadorem Bułgarii jest nie kto inny, a wielki Christo Stoiczkow.

Logicznie

Abstrahując od kolejnego kryzysu terrorystycznego w krajach Afryki Północnej coraz częściej przeczytać można, że zarówno Egipt jak i Tunezja już trochę nam się przejadły. Fakt, latamy tam już przecież z 15 lat. Magiczne Maroko wciąż przyciąga, ale nie ma ani dobrej prasy, ani ciekawej ceny. W dodatku jest po prostu daleko. Touroperatorzy pewnie mało w nie wierzą, bo konieczność dłuższego lotu (najczęściej Agadir) wymusza wysokie ceny, a to nie sprzyja masowej sprzedaży. O Grecji pisać nie będę, bo jej zalety versus ewentualne problemy wszyscy doskonale znają. Turcja jest bezsprzecznym rajem, ale jej kurortowa pojemność jest jednak ograniczona. W wakacje chcemy wypoczywać tanio, a więc w miarę blisko, maksymalnie 2-3 godziny lotu. W dodatku z szybkim transferem z lotniska do hotelu. Lecąc (najczęściej) na 7 dni nikt nie chce oddawać dwóch na podróż.

Mentalnie

Bułgarzy to Słowianie z wyczuwalnym od pierwszej chwili spokojem i dystansem. Nie tylko do siebie, ale do wszystkiego co ich otacza. Osobiście odniosłem wrażenie, że to mieszkanka krwi bałkańskiej (muzyka, tańce), greckiej (biesiadowanie, tawerny, wieczorne spotkania), tureckiej (zamiłowanie do kawy, papierosów, słodyczy), a nawet zapożyczeń szkockich (krata na elementach strojów ludowych, kobza czy też dudy jako instrument obowiązkowy). Ktoś pewnie powie, że może miałem szczęście, ale w czasie całego mojego rodzinnego pobytu nigdy i nigdzie nie dostrzegłem żądnej sytuacji konfliktowej. Ani jednej interwencji policji. Nawet na imprezach masowych, jak np. święto miasta „Lato jest w Nessebarze”, 15 sierpnia. Kilka tysięcy ludzi z różnych stron kraju i świata bawiła wspólnie do późnej nocy, a nie był to czas prohibicji.

Bułgarzy w obyciu są nie nachalni, otwarci na świat i ludzi. Dostrzegający turystów i ich potrzeby. Nie tylko materialne, ale nawet tak osobiste, jak duchowe. Otwartość w tym względzie mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła, bo przekładając to na nasze krajowe podwórko nie wiem, czy stać by nas było na takie gesty. Prosty przykład. Jak wiadomo większość Polaków jest wyznania katolickiego. W Bułgarii dominuje prawosławie. Dwie katolickie parafie ulokowane na wybrzeżu są w Burgas i w Warnie. Dość daleko od kurortów. W Burgas pracują polscy misjonarze – Kapucyni – którzy przyjeżdżają co tydzień w niedzielę do Nessebaru, aby w sali obrad miejskich udostępnionej nieodpłatnie przez Burmistrza specjalnie na tę okoliczność,odprawić dla naszych rodaków, w samym sercu starego miasta, na stole konferencyjnym, Mszę Świętą. Nessebar to małe miasteczko, niespełna 11 tys. stałych mieszkańców. Czujecie taką otwartość w naszych władz w podobnych wielkościowo miejscowościach dla prawosławnych, protestantów czy wyznawców judaizmu?

Logistycznie

Pewnie większość z nas to zaskakuje, ale Bułgaria w 70 proc. to góry. Podobno przemysł zimowo-narciarski to turystyczna przyszłość tego kraju. Na razie mało jeszcze znany, ale szanse na zmianę postrzegania tego kraju jest ogromna. I nie chodzi tu tylko o stację Bansko w górch Pirin.

Plażowe kurorty zlokalizowane na Słonecznym Brzegu czy w Złotych Piaskach to piękny, ale nie wielki fragment całego kraju. Jego ogromną zaletą jest bliska odległość z Polski. Lecąc do nadmorskich kurortów w Bułgarii lądujemy w Burgas lub Warnie. Z obu lotnisk transfer do hoteli zajmuje 30-50 minut. Mieszkając w mieście z lotniskiem lub jego pobliżu czeka nas maksymalnie 5-godzinna podróż z tego 2-godziny tradycyjnego czekania na lotnisku na odlot. Przykładowo, lot z Gdańska do Burgas zajmuje lekko ponad 2-godziny, transfer w okolice Nessebaru około 30-40 minut. Zostaje doliczyć nasz czas dojazdu na lotnisko i oczekiwanie na odlot. Najlepsze zawsze są rzeczywiste przykłady, więc proszę bardzo. Oto nasz. Wyjazd z hotelu w Nessebarze godzina 21:20, odlot do Polski o 23:50 (obie godziny czasu lokalnego), lądowanie w Gdańsku 01:15 (czasu polskiego). Czy może być lepiej?

Drogi z lotniska nad Morze Czarne nie są może rajem dla oczu, ale czy np. greckie są? Nie sądzę. A to dość podobny klimat. Przepustowość szlaków autokarowych i samochodowych jest faktycznie niska, ale korki, nawet w szczycie dnia, szybko się rozładowują.

Pogoda

Pasuje mi jedno słowo – idealna. Jak marzenie. Niemal przez całe lato stała temperatura 32-35C i woda w morzu 26-28C. Często mówię o sobie, że turystycznie jestem Norwegiem i wole raczej coś ubrać niż zdjąć, ale to naprawdę pierwszy kraj, w którym nie musiałem chodzić z ręcznikiem na szyi, aby się co chwila wycierać. Nie wiem czy to kwestia wilgotności czy przyjemnego wiatru od morza, ale fakt jest taki, że te ciepło jest po prostu przyjemne. Jak dla mnie dużo bardziej niż np. w Grecji. Opalenizna pojawia się samoistnie, nawet kiedy o niej nie myślimy.

Kurorty

Skupię się na Słonecznym Brzegu i najbliższej okolicy, bo tam właśnie odpoczywałem. Trzeba pamiętać, że Sunny Beach to tzw. sztuczny kurort zbudowany od podstaw przez komunistyczne władze Bułgarii w latach 80. Nie mieszkają tam niemal w ogóle Bułgarzy (z wyjątkiem Nessebaru). Większość z nich przebywa tam tylko okresowo, pracując sezonowo w szeroko rozumianej turystyce. I choć nie są to ogrodzone enklawy jak np. w Egipcie i często spotkamy na plaży czy nawet w hotelu wypoczywających Bułgarów (zwłaszcza na weekendy) to ciężko uciec od przekonania, że językami dominującymi są angielski, francuski i oczywiście polski. Co ciekawe, także w Bułgarii widać dużo mniej gości z Rosji. Podobno nie tylko tam.

Zupełnie nie wiem jak nasi rodzice, dziadkowie postrzegali w latach 80. powstający wówczas Słoneczny Brzeg, ale dziś to nie jest to już zwykły wakacyjny kurort. To turystyczny konglomerat wypoczynkowo-handlowo-zabawowy, tętniący pełną energią i życiem na wysokich obrotach 24 godziny na dobę. Oprócz fantastycznego w ciągu dnia AquaParku Action, mnóstwa hoteli żyjących swoim życiem w rytm cyklicznych animacji i godzin All Inclusive, sklepów, kawiarni i restauracji najważniejsza jest plaża. Woda w tym rejonie niestety dość mocno zanieczyszczona jest glonami. Forma zatoki nad którą ulokowany jest kurort z mocno wysuniętym na północy cyplem w kierunku Emony ma określone konsekwencje przy jej filtracji. Dużo lepiej mają mieszkańcy i goście w Nessebarze, którzy po przejściu półwyspu na drugą stronę (kierunek – Z.H. Perla) dostają plażę z wodą wręcz akwarystyczną.

Wracamy jednak na razie do Sunny Beach. Plaża, zagospodarowana przez ajentów wymusza na gościach dość wysokie opłaty. Leżak 8-12 lewa, parasol tak samo. Za komplet 2+1 zapłacimy więc od 24 do nawet 36 lewa (75 zł) za dzień. Koszmarnie drogo. Nie ma się co dziwić, że pustych leżaków jest sporo. Pod tym względem Bułgarzy muszą się jeszcze sporo nauczyć. Dużo ludzi korzysta więc z darmowych odcinków plaży, tzw. Free Zone, gdzie leżąc na ręczniku i miękkim piasku pod prywatnym parasolem, kupionym na każdym rogu ulicy za 10-25 lewa (w zależności od wielkości i materiału), opalimy się dokładnie tak samo. Żadna ujma, bo leżymy parasol w parasol nie tylko z Bułgarami, ale też z Niemcami, Francuzami i Anglikami. Infrastruktura plażowa nie budzi większych zastrzeżeń. Sporty wodne cenowo na normalnym poziomie (np. parasailing – 100 lewa; ringo, ufo, banan – do 50 lewa) ale czasowo, już owszem. Latanie na spadochronie za motorówka trwa dosłownie 10 minut, a ślizgacze za skuterem czy łodzią typu ribb to tylko 5 minut zabawy. Moim zdaniem to zaledwie połowa czasu jaką za podobne kwoty otrzymujemy w większości europejskich kurortów wakacyjnych do jakich latają Polacy.

Nocą, główna ulica w centrum kurortu dosłownie przytłacza ilością kolorów, dźwięków, zapachów. Doskonale odnajdą się tam wszyscy miłośnicy nocnego życia, dobrej i głośnej (niestety też droższej) zabawy, wydawania lewów, euro czy dolarów na przeróżne atrakcje, których w Polsce nie uświadczymy. Znaleźć można tam dosłownie wszystko. Od restauracji i barów ukierunkowanych na określone gusta estetyczne, muzyczne i kulinarne, przez lokale z live show, kluby go-go, cukiernie, lodziarnie, sieciowe fast-foody, ulicznych czarodziejów wszelkiej maści i obyczajowości, ludzi robiących nam pamiątkowe zdjęcia, koszulki, kubki ze stadami papug, legwanami, wężami, masą naganiaczy do sklepów, knajpek i centrów rozrywki. Muszę uczciwie przyznać, że Polacy są jeszcze sporo w tyle, ze wieloma formami reklamy i marketingu bezpośredniego wyciągającego z turysty kasę. Głowę daję, że gdybym tylko miał czas i zrobił kilka dobrze wykadrowanych zdjęć, wielu dałoby się nabrać, że to nie Sunny Beach, a Las Vegas czy Av. Atlantica nad Copacabana. Piękne kobiety, luksusowe, drogie, potężnie nagłośnione auta. Obrazki jak z Fast and Furious.

Porażająca wprost jest ilość atrakcji w pasie nadbrzeżnym. Po zmroku, wszystko ożywa kolorowym światłem wakacyjnego blichtru i nadaje całości nowy neonowy odcień. Dziesiątki odmian maszyn (bo nie sposób tego inaczej nazwać) opartych w działaniu na gumach bungee, karuzel, elektrycznych pojazdów dwu- (SegWay) i trzy- (MyPet) -kołowych. Zlokalizowane co kilkadziesiąt metrów nad plażowe, otwarte bary z muzyką często miksowaną na żywo przez ściągniętych ze świata DJ’ów, dosłownie porywających w festiwalowy feeling tłumy, a wszystko w oprawie świateł laserowych, lotniczych szperaczy nieba i każdej innej, najbardziej nawet wymyślnej techniki LED. Jedno jest pewne. Ludzie szukający dobrej zabawy, nie koniecznie wysokich lotów (ale przecież wakacje rządzą się swoimi prawami) na pewno nie będą się tam nudzić ani chwili.

Nessebar

To miasto i jego najbliższe okolice zasługują na osobny akapit. Nie tylko z historycznego punktu widzenia (od 1983 roku zabytki Nessebaru są wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO), lub dlatego, że tam zdecydowałem się wybrać swój wakacyjny hotel. To miejsce wyraźnie odróżniające się od reszty Słonecznego Brzegu. Nie tylko inną formą wyczuwalnej w powietrzu kultury i sposobu konsumpcji życia.

Historyczna część Nessebaru ulokowana jak duża kropla wody na końcu półwyspu porównywana bywa do Chorwackiego Dubrownika. Wiele osób odkreśla, że indywidualne w formie domy z drewnianymi wykuszami, porastające niczym grzyby kopułkowata przestrzeń miasta są piękniejsze od pudełkowatego charakteru Perły Adriatyku. Ja nie odważę się na taką gradację. Nessebar jest piękny, fantastyczny, ale zupełnie inny niż Dubrownik. Nie lepszy, nie gorszy. Inny.

Miasto urzeka połączeniem wielowiekowej architektury, kultury, handlowej codzienności i zwykłego życia stałych mieszkańców. Samochody autochtonów zaparkowane pod wielowiekowymi domami, światła telewizorów widziane przez małe okienka, otwarte, pachnące kuchnie tętniące swoim domowym życiem, oraz dzieciaki grające co wieczór w piłkę np. na trawniku tuż pod cerkwią Pantokratora z XIII wieku – takie obrazki zawsze są bezcenne. Te miasto żyje, kipi energią. To żywa historia i kultura, o którą można się oprzeć, na której można usiąść, a nawet się położyć, zrobić tysiące zdjęć. W której zjeść można wszystko, od snobistycznego homara po robotnicze, w historii kulinarnej tego kraju, rybki caca. Zapalić wszędzie (dla mnie niestety) papierosa i wypić piwo czy wino prosto z butelki na pozostałościach murów mających 1500-lat historii. I nie chodzi wcale o to, że to tak żenująco niski poziom. Że brak im szacunku do swojego dziedzictwa. Że nie potrafią zadbać o swoje zabytki. Przeciwnie. Dobra zabawa to nie wandalizm. Wiele moglibyśmy się nauczyć. U nas dopiero od kilku lat powstają muzea interaktywne, w których eksponaty można dotykać, przestawiać, robić z nimi zdjęcia. My się dopiero uczymy, że historia, aby była interesująca musi być żywa. Tam to działa, widać, od dawna. Kultura, sztuka, historia i tradycja współżyją z handlem i popkulturą XXI wieku w jednym turystycznym ekosystemie.

Determinuje to pewna forma bułgarskiego luzu, niespiesznego sposobu życia i bycia. Przez cały wyjazd chodził za mną określenie, że to takie miejsce na ziemi, gdzie ludzie nie mają najmniejszych kompleksów. Żadnych. To specyficzna umiejętność patrzenia na życie, codzienność, na ludzi ich potrzeby, a nie tylko szybki turystyczny zarobek. Jak ja takie podejście lubię. Uwielbiam wręcz.

Nesebar to nie tylko opisana wyżej część historyczna, ale także cała końcówka półwyspu. Nieco bardziej nowoczesna, handlowa, usługowa, hotelowa, pracownicza. Tu znajdziemy szkoły, sklepy mniej turystyczne, punkty usługowe, apteki, banki, tu krąży autobus (o tym później). Tu, w większości żyją mieszkańcy tego miasta.

Informacje praktyczne

Od wielu lat , udając się w podróż po krajach europejskich nie zabieram ze sobą gotówki. Szkoda nerwów i czasu. Mam oczywiście rezerwowe 100 euro w portfelu, ale podstawą jest wypłata z bankomatu na miejscu. Czy to ma sens? Ma. Dlaczego? Bo nie zapłacimy częstego podwójnego przewalutowania. Przy wypłacie z bankomatu, bank (warto doczytać regulaminu w swoim banku) pobiera tylko prowizję za pojedyncze przewalutowanie. W praktyce wyglądało to tak. Średni kurs 1 Lewa w Polsce w NBP w połowie sierpnia wynosił 2,13 zł. Mój bank po naliczeniu swojej prowizji wziął 2,27. Starty versus wygoda? Chyba wszystko jasne.

Generalna zasada obowiązująca zawsze i wszędzie… Im mniejszy sklep z lepszą lokalizacją (od hotelu, centrum miasta, plaży), tym drożej. Produkty w barach na plaży bywają cenowo 2-3-krotnie droższe niż w nieco oddalonym sklepie.

W aspekcie cen odnotowujemy bardzo pozytywne zaskoczenie. Są one bardzo przystępne. W sklepie spożywczym za poszczególne produkty zapłacimy w przeliczeniu tyle samo co w polskich marketach. Przykładowo: 1,5 l woda mineralna od 0,6 lewa. Mleko acidofilne 1,20 lewa. Biszkopty od 1,40 lewa.

Bilet na autobus lokalny na trasie Nessebar – centrum Sunny Beach (pół zatoki) 1,30 lewa w jedną stronę. Warto korzystać z transportu miejskiego, bo jest szybki, częsty, wygodny, tani i prosty w obsłudze. Zakupem biletów nie trzeba się martwić, bo znajdują nas w środku kasjerzy, którzy w czasie jazdy pobierają opłaty. Nie polecam taksówek (wszystkie koloru żółtego –  bardzo lubię te czytelne estetycznie rozwiązanie i czekam na to od wielu lat w PL), a jeśli już to negocjacje cenowe za kurs zanim wsiądziemy do środka. Inaczej może to być najdroższy kurs taksówką w życiu. Wynajem auta klasy kompaktowej od 25€ za dobę, choć widziałem uliczne reklamy od 15€. Bałbym się jednak tak niskiej ceny i tego co za nią się kryje.

Moim zdaniem poruszając się po całym wybrzeżu nie warto brać auta z dwóch powodów. Po pierwsze, wszędzie łatwo dojedziemy autobusami. Po drugie poprawne parkowanie jest koszmarem. Strefy, abonamenty, zakazy, ograniczenia. Temat nie do ogarnięcia tak samo jak bułgarskie tańce ludowe. Wystarczy chwila nieuwagi, a zaparkowane niezgodnie z obowiązującymi przepisami auto, zabiera nam tzw. spider na policyjny parking, a wykupienie go stamtąd to podobno już nie przelewki finansowe. O zmarnowanym czasie nie wspomnę. Jeśli więc nie wybieracie się gdzieś daleko, nie warto zawracać sobie autem głowy.

Lokalnie pomocna jest też kolejka turystyczna kursująca na połowie trasy Nessebar – Sunny Beach: 3 lewa od starszych dzieci i dorosłych i 1 lewa za mniejsze dziecko. Wypożyczenie trójkołowej elektrycznej hulajnogi MyPet na promenadzie 20 lewa za godzinę (żadnych kaucji, dokumentów, tylko gotówka z góry). W okolicy są dwa Aqua Parki. Actions (obrzeża Sunny Beach) i Nessebar (obrzeża tego miasta). Do obu wstęp kosztuje 38 lewa od osoby powyżej 130 cm wzrostu i połowę stawki za maluchy do 130 cm. Można też wejść na 3 godziny (od 15.00 do 18.00) za sukcesywnie 28 i 14 lewa. Pierwszy ma lepszą strefę dla małych dzieci, drugi więcej animacji i zabaw dla dorosłych. Oba wodne parki oferują wszystkie wodne atrakcje w cenie wstępu. Płatna dodatkowo jest tylko gastronomia (zabierają niestety, w trosce o swój interes hotelowy lunch box jeśli go zabierzecie ze sobą) i ewentualny serwis foto.

Wracamy na ulice kurortów. Lody, sprzedawane na wagę – 100g za 1,59 lewa. Średnia porcja dużych 2 kul to wydatek w okolicach 5 lewa. Gorąca kolba kukurydzy od 1 do 2,5 lewa (zależy od miejsca sprzedaży). Mała pizza w systemie take away od 1,50 lewa, zapiekane bułki z wędlina, serem, dodatkami od 1,40 lewa. Rybki caca (małe jak sardynki, je się w całości jak frytki) od 1,50 lewa. O leżakach i atrakcjach plażowych wspominałem już wcześniej więc zainteresowanych odsyłam wyżej tekstu. Kosmetyki słoneczne powyżej 5 lewa. Parasole na plaże od 10 lewa, ręczniki plażowe i dmuchawce od 5 lewa, zabawki do piasku od 3,5 lewa. Większość drobnych pamiątek i gadżetów dla dzieci z napisami Nessebar lub Bulgaria od 3 lewa.

Podsumowanie

Jechaliśmy na te wakacje nie tyle z duszą na ramieniu co przekonaniem, że będzie średnio. Bułgaria ma w Polsce kiepski PR, w dodatku tylko społecznie internetowy. Tymczasem wróciliśmy nie tylko pozytywnie zaskoczeni, ale wręcz zadowoleni. Wiemy też, że z pewnością będziemy tam wracać. Dla wyśmienitej pogody, doskonałej plaży, którą na nowo odkryły i pokochały po latach zabaw wyłącznie w basenie nasze dzieci, łagodnego, piaszczystego wejścia do morza, w którym siedzieć i bawić się można bez końca. Dla bułgarskiego luzu, otwartości, bez kompleksowości, braku nagabywania, czyhania na turystę na każdym kroku. Dla pysznego jedzenia, braku zachodnioeuropejskiego szpanerstwa, bardzo dobrych cen. W końcu dla dobrych cen samych ofert. 12 dni dla 4 osób w sierpniu, samolotem z mojego miasta, w pakiecie All do 4 gwiazdkowego hotelu za 10,5 tys. jest argumentem nie do pokonania.

Bułgaria się wciąż uczy, szlifuje, nadrabia zaległości, dostosowuje. Widzi jednak swoją, nadchodzącą wielkimi krokami, szansę. Bądźmy zatem wyrozumiali. Nie porównujmy jej z Turcją, bo to bez sensu. To jak zestawienie Smarta z Fordem Mondeo. Nie da się. Nie na tym etapie. Bliżej jej organizacyjnie do Grecji, a proszę mi wierzyć, że mentalność Bułgara będzie nam bliższa niż autorytarne w wielu przypadkach podejście mieszkańców pięknej skądinąd Hellady.

Mając na uwadze rozkład zdarzeń na turystycznej mapie Europy śmiem prognozować, że Bułgaria będzie jednym z 3 najczęściej wybieranych kierunków i to już od przyszłego sezonu. Jeśli wszystko będzie szło w takim kierunku jak teraz, to kto wie, czy nie pozostanie tam tak długo jak Grecja.

Autor: Andrzej Glapiak

 

  • 2017-09-08
  • 7 dni
  • x 3
  • samolot z Katowice
Bułgaria Złote Piaski Złote
1692.0 PLN
  • 2017-08-20
  • 11 dni
  • x 3
  • własny
Bułgaria Słoneczny Brzeg
470.0 PLN
  • 2017-06-24
  • 11 dni
  • x 4
  • własny
Bułgaria Złote Piaski
1345.0 PLN

  1. Pingback: Gdzie na wakacje w 2016? (cz. 2/3) Klasyka | Qtravel.pl Blog

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>