Bruksela wygrywa w naszym konkursie

W końcu przyszedł czas na ogłoszenie zwycięzcy. Nagrodę główną w konkursie „Mój plan na jesienny wypad” otrzymuje Pani Katarzyna Wach, która zabrała nas na wycieczkę do Brukseli. Jej plan zwiedzania stolicy Unii Europejskiej okazał się tak przekonujący, że zachciało nam się frytek z majonezem, popijanych piwem i zagryzanych czekoladą. Gratulujemy!

 

 

Bruksela
Autor: Katarzyna Wach

Przygoda zaczyna się ok. godziny 10 na lotnisku Warszawa – Modlin. Niecierpliwie przestępując z nogi na nogę w końcu dostajemy się do lotniskowej poczekalni. Stamtąd już tylko kilka kroków dzieli nas od pokładu samolotu, który zawiezie nas na króciutką wyprawę do stolicy Unii Europejskiej.

Po dwóch godzinach lotu i ustalaniu kolejnych punktów wyprawy lądujemy na miejscu, a dokładnie na lotnisku  Bruksela Charleroi. Perfekcyjne oznakowania pozwalają bez trudu znaleźć stację kolejową, z której pociąg w błyskawicznym tempie niecałych 15 minut dowozi nas do samego serca miasta, Brussel Central.

Metro, metro… Gdzie jest metro? Tuż przy wyjściu z dworca. Uff, już się nie zgubimy. Nocleg? Oczywiście, ale gdzie jest nasz hostel? Spokojnie, dojedziemy metrem – metro dojeżdża wszędzie, może prawie wszędzie.

Szybkie zakwaterowanie i ruszamy na miasto. Pora obiadowa więc trzeba coś zjeść. Co jedzą Belgowie ok. godziny 16? Zaskoczenie: nic nie jedzą! Szok kulturowy. Zupełnie inne pory posiłków. Naturalnie wszystkie restauracje są otwarte, ale w Brukseli pora obiadowa zaczyna się ok. godziny 19-20. W takim razie może coś na ząb? Zaczynamy tradycyjnie od frytek z majonezem, które są powszechnie znanym belgijskim specjałem. Hmm… pycha, ale trzeba przyznać – porcje serwują ogromne.

Na zwiedzanie muzeum jest trochę za późno więc idziemy podziwiać główny rynek miasta, Grand Place. Od rynku odchodzą urocze uliczki pełne restauracji, kawiarni i cukierni. Nie sposób nie zauważyć, że cukiernie te są wprost przepełnione czekoladkami, z których Belgia słynie na całym świecie. I gofry! Jakież oni mają wspaniałe gofry! Aż strach pomyśleć jak bardzo kaloryczne ale zdecydowanie grzechu warte.

Tuż za rogiem kolejny symbol Brukseli, Manneken Pis. Aż się chce zapytać: „Czemu on jest taki malutki?”. Ale powszechnie wiadomo, że małe jest piękne, a skoro jak głosi legenda uratował miasto przed pożarem pozostaje tylko powiedzieć: „Maleńki jesteś Wielki”.

Drugi dzień nie jest już taki leniwy. W Brukseli jest przecież tyle miejsc do zwiedzania. Pytanie podstawowe: z czego słynie Belgia? Z frytek, piwa i czekolady. Szybkie spojrzenie na mapę. Co prawda nie ma muzeum frytek, ale muzeum czekolady i piwa istnieje i to całkiem blisko Grand Place.

Najpierw czekolada. Historia czekolady, rodzaje kakao, aż w końcu degustacja. Ogromna fontanna płynnej rozkoszy w zasięgu ręki. Czy my przypadkiem nie jesteśmy w niebie? Ale z nieba trzeba w końcu zejść na ziemię. Kolejny punkt wyprawy – muzeum piwa. Sama historia interesująca, mnóstwo szczegółów odnośnie browarów klasztornych. Jednak punkt kulminacyjny należy do barmana serwującego piwo według belgijskiej tradycji z odcinaniem nadmiaru pianki nożem i kąpielą wodną kufla. Szybki lunch (tradycyjnie frytki) i w drogę.

Następny przystanek – Parc du Cinquantenaire. Ogromny park z łukiem triumfalnym w centralnej części, w szczegóły historyczne się nie zagłębiamy, wielkość robi wrażenie. W kompleksie znajduje się Autoworld, którego nie sposób uniknąć jeśli na wycieczce jest choćby jeden mężczyzna. I właśnie dlatego, drogie Panie, wybierając się do świata samochodów radziłabym uzbroić się w cierpliwość. Nie da się ukryć, że wystawa robi wrażenie. Ogromny, piętrowy hangar po brzegi wypełniony samochodami, z których pierwsze modele pamiętają koniec XIX wieku czyli początek motoryzacji. Kabriolety, bolidy, jednym słowem wszystko. Ale, drodzy Panowie, czy naprawdę każdy model musi mieć aż trzy zdjęcia? :)

Tym oto sposobem mamy wieczór czyli porę belgijskiego obiadu. Idealne miejsce na posiłek? Centrum, okolice Grand Place. I choć ceny są tam zapewne dużo wyższe, sama atmosfera jest tego warta. Bruksela ożywa wieczorem. Mieszkańcy wychodzą do restauracji na obiad, wszędzie panuje ożywiona rozmowa. Centrum otoczone jest niesamowitą aurą. Ciężko to opisać, najlepiej to przeżyć. Ale wróćmy do obiadu. Danie, które przyciąga wzrok od samego początku to mule. Są w każdej restauracji, podawane w przeróżnej formie – z warzywami, w białym winie, na ostro, z ryżem… Podobno albo się je polubi za pierwszym razem albo nigdy. I tak oto przy szeleście skorupek kończy się drugi dzień wycieczki. 

Trzeci dzień zaczynamy pod hasłem „Parlament Europejski”. Jak na siedzibę rządu przystało wszystko zlokalizowanie jest w pobliżu centrum, w bardzo nowoczesnych, przeszklonych budynkach. Mamy trochę czasu więc możemy go poświęcić na zakup pamiątek. Co warto zabrać ze sobą z Brukseli? Na pewno czekoladki. Pyszne są także różnego rodzaju sosy do kanapek lub frytek, z których najpopularniejszy nosi nazwę Andalouse. I oczywiście z każdej witryny sklepu z pamiątkami spogląda na nas Manneken Pis. Jako figurka, korkociąg, otwieracz do piwa, kubek, maskotka a także emblemat na bluzce. Nie sposób wyjechać bez niego.

Po lunchu ostatni punkt wycieczki – Atomium, kryształ żelaza. Klasyk na mapie wycieczek po Brukseli. Wybudowany w 1958 roku w ramach wystawy Expo już od ponad pięćdziesięciu lat jest symbolem Brukseli. Wjeżdżamy na górę. Dzięki najszybszej windzie w Europie zajmuje to dosłownie chwilkę. A widok z góry – bezcenny. Panorama rozciąga się na całe miasto, a także daleko poza jego krańce. Na dole, tuż obok Atomium, czeka kolejna atrakcja – Mini Europa. Najważniejsze europejskie zabytki zebrane w jednym miejscu i przedstawione w pomniejszeniu. To jest miejsce gdzie można być wyższym od wieży Eiffla. Tutaj, w jednej z restauracji, czekamy na zapadnięcie zmroku. Wtedy to Atomium zaczyna świecić. Tysiące małych lampeczek migoce na wzniesionych ku gwiaździstemu niebu atomach żelaza. I to jest właśnie widok, dla którego warto wrócić do Brukseli.

 

Praca została nadesłana w ramach konkursu Mój plan na jesienny wypad

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>