Hotel Festa Panorama – Nessebar

Komuś kto (tak jak ja) zaczął swoje wyjazdy wakacyjne z dziećmi od 4 czy 5 gwiazdek w resortach w Turcji, niestety zawsze będzie czegoś brakowało. Trzeba jednak odrzucić tę wysoko zawieszoną poprzeczkę i przekonać dzieci, że świat nie kończy się na hotelowym AquaParku i w hotelu naprawdę nie musi być 4 restauracji, 2 placów zabaw i wielkiego klubu z osobnym basenem dla maluchów. Zadanie trudne, ale możliwe. Mało tego. Uwierzcie mi, że da się przekonać dzieci do wyższości zabaw na plaży i w morzu nad hotelowym basenem.

Hotel określony został przez biuro z jakim pojechałem, jako hotel dla rodzin z dziećmi. Lokalizacja faktycznie fantastyczna. Dosłownie na styku półwyspu nessebarskiego i wybrzeża Słonecznego Brzegu. Z lotniska w Burgas 30 minut transferu. Jak się później okazało był też tego jeden spory minus, choć nie do końca zależny od hotelu i sprzedającego mi ofertę agenta. O tym jednak nieco później.

Sam hotel z pewnością zasługuje na swoje 4 turystyczne gwiazdki, ale w mojej ocenie przydałoby mu się solidne odświeżenie. Estetycznie widać po prostu ząb czasu. Obsługa recepcji i kontaktowi managerowie restauracji, barmani, animatorzy bezproblemowo posługują się językiem angielskim. Polski też jest tam dobrze przyjmowany i przy pomocy kilku gestów dobrze odczytywany. Duża zaletą jest dostęp do internetu na terenie całego hotelu i każdego zakamarka na każdym pietrze. Do tego hotelu swoich gości przywozi aż 5 polskich TO, a patrząc na ilość segregatorów na ladzie recepcji, ze świata jest ich pewnie blisko 50.

Pokoje

Pokoje przestronne, z bezproblemową i cichą automatyczną klimatyzacją. Z balkonu, wyposażonego w stolik, krzesła i suszarkę, mamy boczny widok na morze. Łóżko ogromne, dostawka dla dzieci bez zastrzeżeń. Pokoje czyste, zadbane, sprzątane codziennie. Łazienka także czysta, przestronna, jasna. Drobne ubytki tu i tam, nie wpływające jednak na codzienne użytkowanie. Ręczniki wymieniane każdego dnia. Pościel co 4 dni. Panie pokojowe bardzo grzeczne i bezproblemowe. Widać szacunek dla wykonywanej pracy i gości. Jak się dowiedzieliśmy, przez 4 miesiące zarabiają one na pozostałą część roku, a jeśli się sprawdza, to mogą polecić kogoś z rodziny na kolejny sezon. Nie ma zatem kradzieży, zaniedbań, problemów. W pokoju jest TV i mini lodówka. Po raz pierwszy pojechałem na wakacje ze swoją listwą prądową (gdzieś przeczytałem, że warto i wziąłem) i teraz będę polecał każdemu. W pokojach hoteli turystycznych mamy zazwyczaj mało gniazdek, a te które są bywają zajęte przez lodówkę i TV. Przy dzisiejszej potrzebie ładowania smartfonów, kamer, aparatów, tabletów i czego tam ze sobą nie weźmiemy to rozwiązanie wręcz obowiązkowe. Jak wielki ma się komfort ładując nocą wszystko naraz przekonywać nikogo nie muszę.

Basen

Na zewnątrz co prawda jeden z różnogłębokościowymi strefami, ale za to z pięknym widokiem (na całą zatokę) i Pool Barem. Ten jak wiadomo dla Polaka na All’u bywa kosmicznie ważny. Basen nie zaskakuje wielkością, ale przede wszystkim temperaturą wody. Nie znam się do końca na prawach fizyki, ale woda w nim (mimo, że to mały przecież zbiornik) była zimniejsza niż w ogromnym morzu. Może to kwestia jej przelewowego filtrowania? Nie wiem. Dodatkowo hotel ma basen wewnętrzny, a oprócz niego osobny duży brodzik i jakuzzi. Obok strefa saun i SPA z masażami.

W dolnej części hotelu night club, salonik gier i …dentysta. To mnie niemal urzekło. Zrobiłem zdjęcie i wysłałem MMS do mojej stomatolog z hasłem: są kraje, gdzie majtkowy, nisko nasycony kolor ścian i ascetyczny wystrój wielkich gabinetów zastępuje środki znieczulające. Podobno. Po godzinie odpisała – Proszę spróbować. Nie miałem jednak odwagi.

W holu lobby bar z miłą obsługą. Restauracja obszerna i wygodna. Stoły na każdy skład osobowy od duetu do lóż, nawet 8-10 osobowych. Samodzielny dostęp do napojów bezalkoholowych, automaty do kawy. Stoisko z wydawanym na życzenie lokalnym alkoholem do każdego posiłku. Co prawda nie należę do osób, dla których ilość wystawionego jedzenia jest najważniejsza na świcie, ale przyznać trzeba, że mimo pewnej powtarzalności nikt głodny tam nie miał prawa chodzić. Jedzenia było naprawdę dużo, jego ilość była stale kontrolowana, a braki szybko uzupełniane. A jeśli hotelowa restauracja serwuje nawet świeże małże to chyba nie ma co narzekać? Po 12 dniach na kurczaka patrzeć nie mogę, ale za arbuzami i melonami będę jeszcze długo tęsknił. Zakres godzin na poszczególne posiłki bardzo szeroki. Południowy lunch jakościowo i ilościowo śmiało mógł konkurować z obiadokolacją. W niedzielę, wieczór bułgarski ze stołową estetyką i kulinarną przygodą dla podniebienia.

Dużą zaletą hotelu jest zarówno kantor jednego z banków mającego siedzibę w hotelu, z naprawdę dobrym przelicznikiem euro i dolara w porównaniu z innymi ulicznymi kantorami, jak i bankomatu. Dostęp do gotówki jest więc nieograniczony. Pod hotelem zlokalizowany jest przystanek, na którym zatrzymują się autobusy miejskie, jak i darmowe busy np. do dwóch Aqua Parków.

Nie wszystko jest idealne

Na koniec tego miodu, uczciwa łyżka dziegciu. Obsługa sali. Nie wiem czy to wynika z opisywanego wyżej luzu i bułgarskiej niespieszności, ale w tym aspekcie przydałoby się tam solidne szkolenie, np. od kolegów po fachu w Turcji. I nawet nie chodzi o to, że ludzi było za mało. Często można było po prostu dostrzec pracowników filozoficznie zamyślonych lub markujących pracę i jeśli człowiek sam sobie nie sprzątnął ze stołu, to mógł się tego nie zwyczajnie nie doczekać.

Animacje wzbudziły we mnie mieszane uczucia. Czteroosobowy skład bułgarski i dwuosobowy z Polski. Ludzie fajni, sympatyczni, starający się, ale co z tego, kiedy gołym okiem widać, że nie mają szansy na rozwinięcie skrzydeł? O ile jeszcze zajęcia dla dorosłych i starszej młodzieży (niestety mało sprzętu sportowego, gadżetów, powtarzalność zajęć) jakoś działają, o tyle z dzieciakami już raczej klops. Polityka hotelu nie pozwala np. na zabawy dzieci na zewnątrz mini klubu. Mogą co prawda okazjonalnie przemykać przez teren, ale nie mogą wyjść na trawę, do amfiteatrzyku (zdrobnienie uzasadnione, bo maleńki), etc. Całość ograniczona do sali o powierzchni 20m2, gdzie oprócz 4 animatorów przebywa równocześnie 20 dzieci. To z automatu sprawia, że zajęcia są dla dzieci nudne, forma ograniczona, a kreatywność animatorów zbita do osiągnięcia niezbędnego minimum. Przykładem niech będzie wieczorne mini disco, gdzie po trzecim razie nie tylko dzieci na pamięć znają kolejność piosenek i układów tanecznych. Nuda, sorry. Staram się jakoś to zrozumieć, ale przyznam, że nie mogę. To swoisty hotelowy samobój. Nie wiem czy to polityka tegoroczna, czy stała, ale jeśli tak jest to zastanawia mnie też określenie – hotel przeznaczony dla rodzin z dziećmi, animacje po polsku, mini klub z polskimi animatorami. Ok, wszystko to jest i jakoś działa, ale … No właśnie. Jakoś.

Wcześniej wspominałem o jednym minusie lokalizacyjnym hotelu. Uczciwość nakazuje dopełnić reporterskiego zobowiązania. Hotel Festa Panorama osadzony jest niemal na styku półwyspu nessebarskiego i początku plaż Słonecznego Brzegu. Każdy zainteresowany łatwo znajdzie wszystko na mapach Google. W niedużej odległości od hotelu, już na początku plaż swoją działalność mają otwarte kluby i dyskoteki, np. Cash Club, Oasis VIP Club. To co dzieje się muzycznie nocami burzy każdemu rodzicowi krew w żyłach. Nie tylko zresztą polskiemu. Imprezy zaczynają się koło 23:00 i zwyczajowo kończą około 06:00 rano. Dominuje transowa muzyka dance z klimatami techno. Powtarzalność bitów może nabawić nerwicy. My raz odnotowaliśmy finisz imprezy nawet o 07:00 rano. Tafla wody i zabudowane brzegi działają jak integrator i naturalny wzmacniacz odbijającego się dźwięku. Niby fajnie, niby wolność, niby lato, wakacje i zabawa. Wszystko to prawda. Ale…. No właśnie. Przecież gdybym chciał się bawić nocami wybrałbym hotel w centrum Sunny Beach, tak? Wybrałem jednak hotel dla rodzin z dziećmi. Po dziewięciu mało przespanych nocach poszedłem zapytać w recepcji czy jest szansa, aby zainterweniowali, bo dzieci nocą spać nie mogą, a nie mamy na nazwisko Adams, aby prowadzić życie nocne. Niestety - I’m sorry. What can I do? It’s not our hotel – to wszystko, na co jest stać pracowników recepcji. Pod tym względem hotel mocno traci i trzeba to uczciwie i głośno powiedzieć.

Autor: Andrzej Glapiak

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>