Rynek akcji po upadku Sky Clubu

O pogłoskach dotyczących zaangażowania Domu Maklerskiego IDM SA w akcje upadłego biura Sky Club, o tym kto i ile stracił na tym bankructwie, i o procesach, które zaszły na rynku akcji w związku z upadkiem dużego biura podróży pisze gościnnie na naszych łamach Marcin Przasnyski, specjalista z serwisu StockWatch.pl.

Zaczęły się wakacje, więc musi upaść biuro podróży. Jednym z gorętszych newsów upalnego tygodnia jest bankructwo Sky Club. Pogłoski, iż w jego akcje jest mocno zaangażowany giełdowy Dom Maklerski IDM SA, spowodowały w ciągu kilku dni przecenę akcji o połowę. Ale jest tutaj większy problem.

Sytuację chciałbym wykorzystać do zilustrowania kilku zjawisk giełdowych, które są wielce niekorzystne dla inwestora indywidualnego. Można płakać, zgrzytać zębami, wołać o pomstę do nieba albo słać pozwy sądowe – nic to nie da, system po prostu tak działa. Zobaczmy na korelację czasową omawianych zdarzeń.

Okazuje się, że już dwa, a nawet trzy dni sesyjne wcześniej kurs przejawiał chęci do spadków – ktoś chciał sprzedawać akcje, mimo że na zewnątrz nic się nie działo, a mimo zaangażowania w bardzo ryzykowne projekty, kurs był od dawien dawna w trendzie bocznym i trzymał poziom nieco poniżej 2 zł. Tak wygląda insider trading: rynek jeszcze nic nie wie, ale już zaczyna się ruch na akcjach. Prawdziwa powódź miała miejsce we wtorek, kiedy nie bacząc na spychanie kursu dosłownie w otchłań, inwestorzy sprzedawali akcje. Ci, którzy wiedzieli. Rynek dowiedział się dzień później i na razie kurs zastanawia się co dalej, bo prezes IDM SA na łamach StockWatch.pl zdementował pogłoski o 80-proc. zaangażowaniu w Sky Club.

Insider trading, czyli wykorzystywanie informacji poufnych to zjawisko obecne wszędzie, nie tylko w Polsce. Tyle że na rynkach rozwiniętych jest szybko i dotkliwie karane. A mimo to cały czas funkcjonuje, bo chodzi o pieniądze. I to duże: na podstawie zaledwie pogłoski, akcjonariusze IDM SA stracili w dwa dni prawie połowę wartości rynkowej posiadanych akcji, co na poziomie spółki przekłada się na około 200 mln zł. Kto konkretnie traci oprócz drobnych inwestorów? – sprawdź w akcjonariacie.

Insider trading jest widoczny ciągle, jeśli skojarzyć znaczące ruchy na akcjach z komunikatami, to nie dalej jak w piątek mieliśmy kolejny przykład na walorach DSS. Tego dnia zostało wydane postanowienie o zmianie upadłości likwidacyjnej na układową, kurs szalał, ale rynek dowiedział się o tym dopiero w poniedziałek i to pod wieczór (przeczytaj komunikat). Dwa dni później kurs jest już w korekcie.

Parę wniosków dla inwestorów od niedawna przeżywających przygodę z giełdą, lub myślących o wejściu na rynek korzystając z przecen i dołka koniunkturalnego:

  • Inwestor indywidualny jest na straconej pozycji. Gorzej ma już tylko klient TFI. Instytucje i insiderzy zawsze będą wiedzieć więcej i reagować wcześniej – dlatego nawet w najbardziej perspektywicznej i naszym zdaniem pewnej inwestycji, powinniśmy stosować stop lossy chroniące kapitał.
  • Zmienność kursów rzędu 20 proc. nie jest niczym szczególnym. Zawsze garść spółek mocno rośnie, a garść mocno spada. Problem w tym, że fajnie jest trafić w te rosnące, za to nie wiadomo jak ustrzec się wpadek na tych spadających. Dlatego oprócz stop lossów, musimy dywersyfikować: nigdy nie stawiać wszystkiego na jeden papier, nieważne jakie złote góry widzimy przed oczami.
  • Pojedyncze bankructwa też daje się przewidzieć, wystarczy zdrowy rozsądek i proste narzędzia. W StockWatch.pl nadajemy ratingi stabilności wszystkim notowanym spółkom. Jeżeli ktoś ma skłonności do papierów oznaczanych CCC czy D, powinien mieć świadomość iż jest to pływanie w sztormie bez kapoku. Dostarcza emocji, może wywoływać podziw u płci pięknej, ale miewa drastyczne skutki.
  • Na giełdzie są różne spółki, które prowadzą działalność biznesową w swoich branżach i na co dzień próbują wypracowywać zyski, niekoniecznie uzależnione od sytuacji na rynkach kapitałowych. Są natomiast też spółki z sektora finansowego – jak DM IDM SA – które ni mniej ni więcej, inwestują w inne spółki, same nic nie wytwarzając. Potrafi to być świetny biznes, na pewno jest też ryzykowny, ale trzeba pamiętać iż są to w istocie instrumenty pochodne. Jeśli rynek spada, nie ma komu sprzedawać posiadanych papierów, do tego mnożą się upadłości to taka firma nie ma na czym się oprzeć, a jej kurs dostaje bardzo dotkliwe lanie. Tutaj też nie trzeba daleko szukać, wystarczy spojrzeć na wskaźnik beta, będący miarą ryzyka – dostępny tutaj http://www.stockwatch.pl/gpw/idmsa,wykres-swiece,wskazniki.aspx – w wypadku IDMSA wartość 1,38 oznacza, że przeciętna statystyczna zmiana kursu była o 38 proc. silniejsza niż porównywalna zmiana indeksu rynkowego.

A znając już stop lossy, rating i betę, i wiedząc jak je stosować, możemy spokojnie stawać do rynkowej walki.

Dodaj komentarz

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>